9 lutego 2015

Budżet domowy - czyli jak przejąć kontrolę nad swoimi wydatkami?


W pierwszym wpisie opisując podobieństwa biegania i finansów (a w tym wypadku konkretnie oszczędzania) stwierdziłem, że w oszczędzaniu „...najtrudniej jest zacząć. Po drugie najtrudniej jest wytrwać w postanowieniu. Po trzecie najtrudniej jest przejść od punktu pierwszego do punktu drugiego i do tego mieć silną wolę.” Powodów dla których nie oszczędzamy regularnie może być wiele ale jednym z najczęściej powtarzanych jest brak wystarczających środków, które można odłożyć.  Stara prawda mówi, że żeby coś odłożyć to trzeba wydać mniej niż się zarobiło.

Tym wpisem rozpocznę serię artykułów poświęconych budżetowi domowemu. Obiecuję, że teorii będzie mało, natomiast praktyki dużo. Mam nadzieję, że choć część informacji uznasz za przydatne i pomogą Ci w panowaniu nad Twoimi finansami. Wpisy z cyklu budżet domowy będą ogólne ale pośrednio mogą być powiązane z bieganiem (im więcej zaoszczędzimy i bardziej ograniczymy wydatki ogólne tym więcej zostanie na nasze hobby - bieganie :-). Wpisy nie będą się ukazywały jeden po drugim ale wszystkie będzie można znaleźć tutaj.

Jeżeli jesteś w tej komfortowej sytuacji, że możesz sobie pozwolić na odkładanie co miesiąc pewnej, nawet niewielkiej kwoty to gratuluje. Możesz rozpocząć (albo być może już rozpocząłeś) świadome powiększanie swojego majątku. Jednak nawet w takiej sytuacji możesz odkładać więcej niż do tej pory. Wystarczy, że zaczniesz mniej wydawać, a przez to większą część środków będziesz mógł przeznaczyć na budowanie swojej finansowej przyszłości.

Jeżeli jednak nie jesteś w tak komfortowej sytuacji, że możesz sobie pozwolić na regularne oszczędzanie to masz dwa wyjścia. Po pierwsze zarabiać więcej (tak, wiem że łatwo się tak mówi). Po drugie wydawać mniej. Optymalnie byłoby gdyby można było połączyć oba punkty i zarabiać więcej, a jednocześnie wydawać mniej. Jeżeli jest to niemożliwe, a chwilowo opcja zarabiania więcej również odpada to nie pozostaje nic innego jak skupić się na wydawaniu mniejszej ilości pieniędzy. Tu pozwolę sobie na małe zastrzeżenie. Zdaję sobie doskonale sprawę, że są osoby/rodziny, które żyją w skrajnym ubóstwie i w ich przypadków nie ma możliwości wydawać mniej. Jest to niezwykle trudna sytuacja i jakiekolwiek rady dla takich osób mogą być niewystarczające. Jeżeli kilkuosobowa rodzina musi przeżyć miesiąc za jedną, najniższą krajową pensję, a często nawet za jeszcze mniej to jest to dramatyczna sytuacja. Takie osoby i tak oglądają każdą złotówkę kilka razy zanim zdecydują się ją wydać. Jedyną radą (choć brzmiącą w takich sytuacjach niedorzecznie) jest zwiększenie dochodów.

Wróćmy jednak do naszych finansów i skupmy się na ograniczeniu wydatków. Tak naprawdę, żeby tego dokonać musimy uzmysłowić sobie ile i na co wydajemy. Zapewniam, że wnioski mogą być przerażające. Jedyną znaną mi metodą żeby poznać nasze wydatki to nic innego jak zapisywać każdą wydaną złotówkę. Brzmi groźnie i nierealnie dla większości, no bo jak i po co zapisywać każdy wydatek. Zapewniam jednak, że nie zabiera to tak dużo czasu jak się wydaje. Poza tym poznanie naszych zwyczajów zakupowych, zobrazowanie wydatków jest pierwszym krokiem w stronę ograniczenia wydatków i rozpoczęcia świadomego oszczędzania.

Istnieje kilka różnych sposobów prowadzenia własnego budżetu. Dla części osób odpowiednie jest zbieranie wszystkich paragonów i raz na jakiś czas (raz w tygodniu, raz lub dwa razy w miesiącu) spisywanie wszystkich wydatków w rozbiciu na poszczególne kategorie np. zakupy spożywcze, jedzenie na mieście, paliwo itp. Inni preferują dobrodziejstwa internetu i korzystają z dostępnych gotowych rozwiązań, np. www.kontomierz.pl lub rozwiązań dostarczanych przez banki np. Menadżer Finansów Banku Millennium. Te rozwiązania są wygodne o tyle, że same automatycznie przypasowują każdą płatność kartą do odpowiednich kategorii wydatków – co jest dobre dla osób, które płacą wyłącznie kartami.  

Ja z kolei stosuję inną, staroświecką i „ręczną” metodę zapisywania wydatków. Moja metoda jest bardzo prosta. Mianowicie po każdym wydatku zapisuję w notatniku telefonu wydaną kwotę od razu z podziałem na daną kategorię wydatków. W przypadku zakupu produktów spożywczych typu jedzenie czy woda nie rozdzielam tych produktów. Widnieją u mnie pod jedną kategorią. Wyjątek robię jedynie w przypadku większych, mieszanych zakupów. Wtedy z paragonu staram się wyłowić np. zakupy chemiczne od spożywczych. Jak to zwykle bywa najtrudniejsze jest wyrobić w sobie nawyk zapisywania ale po pewnym czasie zaczyna działać automat i odchodząc od np. kiosku automatycznie wyjmuję komórkę i zapisuję wydatek. Z reguły dwa razy w miesiącu sumuję wydatki z danej kategorii i przenoszę do excela. Na początku kolejnego miesiąca dopisuję płatności internetowe, przelewy za media, raty kredytu, dodaję dochody oraz robię podsumowanie i analizę wydatków w poprzednim miesiącu i to wszystko.

Zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że przydział do odpowiedniej kategorii wydatków dokonuje już na miejscu i nie muszę później siedzieć nad paragonami i spisywać, sumować wszystkich wydatków. Wadą tego rozwiązania jest to, że kategorie wydatków nie są zbyt rozbudowane. Wiem, że prowadząc bardziej szczegółowe kategorie wydatków moje ostateczne rezultaty (ograniczenia wydatków) mogłyby być lepsze ale wiem również, że zbyt szczegółowe analizowanie poszczególnych wydatków szybciej zniechęciłoby mnie do analizy budżetu domowego. Wybrałem więc najlepszą dla mnie opcję – ogólna analiza wydatków. Absolutnie nie twierdzę, że metoda którą ja stosuje jest lepsza. Ona jest lepsza dla mnie i wcale nie musi odpowiadać Tobie. Zachęcam jednak do wyznaczenia własnej drogi i stworzenia swojego sposobu zapisywania wydatków do odpowiednich kategorii, który będzie najbardziej efektywny i najmniej pracochłonny dla Ciebie.  Nie ma jednej, uniwersalnej metody prowadzenia budżetu domowego odpowiedniej dla wszystkich. Najważniejszy jest fakt wyrobienia sobie nawyku prowadzenia własnego budżetu, a to jaką metodą jest już mniej ważne.

Świadomie nie podaję kategorii w jakich ja zapisuję swoje wydatki. Acykolwiek proponuje roypocząć od 5-7 podstawowych kategorii (np. zakupy spożyczwcze, wydatki na samochód, mieszkanie itd). Jeżeli po kilku miesiącach uznasz, że te kilka kategorii to dla Ciebie za mało to zawsze możesz w miarę swoich potrzeb dodać nowe kategorie lub podkategorie. Dla mnie kilka podstawowych kategorii jest wystarczających. Uważam, że każdy powinien sam ustalić sobie kategorie, które będą najlepiej pasowały do jego sytuacji. Próbowałem naśladować kategorię innych ale kończyło się to problemami z dopasowaniem mojego wydatku do określonej kategorii. Uznałem więc, że sam najlepiej znam siebie i stworzę własne kategorie wydatków. Do czego i Ciebie zachęcam.

Czy zapisywanie wydatków oznacza, że zacząłem oszczędzać?

Oczywiście, że nie ale jest pierwszym krokiem ku oszczędzaniu. Samo zapisywanie wydatków nie oznacza, że cokolwiek udało się zaoszczędzić. Oznacza natomiast, że masz materiał do analizy i zastanowienia się jak i które pozycje wydatków możesz ograniczyć i w jaki sposób. Poza tym działa tu efekt psychologiczny. Gdy już uświadomisz sobie jak wiele wydajesz to podczas kolejnych zakupów zaczynasz się zastanawiać czy to co chcesz kupić jest rzeczywiście niezbędne (czy ja rzeczywiście aż tyle wydaje na alkohol? :-)) i często rezygnujesz z zakupów lub wybierasz tańszy (ale niekoniecznie gorszy) zamiennik.

Przykłady takiego racjonalnego ograniczenia wydatków bez rezygnacji z dotychczasowych zakupów podam w kolejnym wpisie, a tym czasem należą Ci się ogromne gratulacje. Przebrnąłeś przez cały wpis :-), co najprawdopodobniej oznacza, że podjąłeś świadomą decyzję - chcesz oszczędzać i ograniczać swoje wydatki. Zaznaczyłem już wcześniej, że nie jestem żadnym doradcą finansowym. Opisuję po prostu swoją drogę, którą sam przeszedłem i którą nadal podążam. Mam nadzieję, że chociaż część informacji zamieszczonych tutaj uznasz za wartościowe i przydatne dla siebie. Jeżeli tak, to powiedz mi o tym koniecznie w komentarzu. Jeżeli natomiast masz inny punkt widzenia to bardzo chętnie go poznam.

foto

4 komentarze:

  1. Dobry wpis, polecam wszystkim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamil, dziękuję za odwiedziny i za dobre słowo. Aż chce się pisać kolejne wpisy po takich pochwałach :-)

      Pozdrawiam,
      Tomek

      Usuń
  2. Bardzo fajnie! Podoba mi sie cały blog, a artykuły na bieżąco zamierzam czytać, bo można się wiele dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń